motto

Teksty

TEKSTY - ARTYKUŁY - WŁASNE KOMPILACJE CYTATY :

  • STRES I RELAKSACJA

Stres jest naturalną i nieunikniona częścią naszego życia. To biologiczna reakcja organizmu na codzienne wyzwania i zmiany życiowe – i te pozytywne i te negatywne – bo stresujący jest zarówno pierwszy dzień w pracy jak i jej utrata.
Jednym ze sposobów na udane życie jest umiejętne radzenie sobie ze stresem. To nie sam stres jest niebezpieczny dla człowieka, ale sposób w jaki na niego reagujemy. Reakcje fizjologiczne naszego organizmu to, miedzy innymi, wzrost aktywności systemu nerwowego, zwiększony poziom adrenaliny we krwi, co powoduje palpitacje serca, wzrost ciśnienia, bóle głowy, pleców i żołądka. Reakcje psychologiczne to, miedzy innymi, lęk, stany depresyjne, smutek, irytacja, rozczarowanie sobą i życiem. W konsekwencji pojawiają się zmiany w naszym zachowaniu – objadanie się, palenie papierosów, nadużywanie alkoholu, obgryzanie paznokci, zaburzenia snu, łatwe wpadanie w gniew lub unikanie kontaktów z ludźmi. Mamy trudności z koncentracja uwagi, zapominamy o wielu istotnych sprawach, nachodzą nas negatywne myśli.
Ze stresem możemy sobie poradzić na dwa sposoby. Po pierwsze możemy uciekać od trudnych sytuacji, niestety nie zawsze jest to możliwe, a poza tym nie można uciekać w nieskończoność. Po drugie możemy nauczyć się panować nad stresem.
Stres, nad którym potrafimy zapanować, może być bardzo stymulujący i mobilizujący.
[podaję za: http://rozwoj-osobisty.pl/]

  • BUDOWANIE PEWNOŚCI SIEBIE

Pewność siebie to termin zbliżony do terminu poczucie własnej wartości, na które składa się samoocena (zbiór opinii o sobie, swoich uzdolnieniach, umiejętnościach, zasobach itp.) połączona z reakcjami emocjonalnymi na daną opinię o sobie.
Posługując się przykładem: tworząc nowy związek może pojawić się myśl: „To dla mnie jest zbyt trudne”. W związku z takim myśleniem mogą pojawiać się różne emocje. Może to być lęk, smutek, żal. Wtedy poczucie własnej wartości, poczucie pewności spada. U innej osoby może być to mobilizator do działania, które pomoże pokonać trudności. Wraz z podjęciem działań i zmiany myślenia na temat budowania związku pojawiają się zadowolenie z małych sukcesów, pozytywne nastawienie, a to podnosi poziom pewności siebie.
Poczucia pewności siebie nie należy też mylić z przebojowością, agresywnością czy też myśleniem o sobie tylko w samych superlatywach. Wtedy można raczej mówić o zawyżonej samoocenie. Natomiast adekwatne poczucie własnej wartości powstaje wtedy, gdy mamy świadomość własnych zalet i wad, zdajemy sobie sprawę z własnych możliwości i ograniczeń, i umiemy z tą świadomością funkcjonować.
Poczucie własnej wartości to cechy, na których kształtowanie ma wpływ otoczenie, w jakim żyjemy i nasze procesy poznawcze, i emocjonalne. Można powiedzieć, że pewnego rodzaju podłoże w nas już istnieje – są to wspomniane procesy poznawcze i emocjonalne za pomocą, których interpretujemy sądy i opinie innych na nasz temat.
Bardzo duży wpływ, więc na kształtowanie pewności siebie mają zdania, sądy wypowiadane przez innych na nasz temat. Zupełnie inaczej kształtuje się poczucie własnej wartości u dziecka, które słyszy od rodziców pochwały za wykonane rzeczy, zauważany jest każdy jego sukces. Takie dziecko wchodzi w życie z poczuciem jestem wartościowym człowiekiem, daję sobie radę. Natomiast dziecko, które słyszy ciągle kierowane do siebie uwagi, zawsze w jego sposobie zachowania, działania jest coś złego, nie wierzy w siebie, w swoje możliwości.
Oprócz domu rodzinnego na poczucie pewności siebie mają wpływ jeszcze inne osoby (nauczyciele, ważne dla nas osoby, później rówieśnicy). Szczególnym okresem, gdzie poczucie własnej wartości spada jest okres dorastania. Badania podają, że mają na to wpływ bardzo duża podatność na opinie innych oraz bark akceptacji dla zmian fizjologicznych związanych z dojrzewaniem. Po tym okresie poczucie pewności siebie zaczyna wzrastać. Słyszane przez nas opinie na nasz temat przestają być już tak ważne, emocjonalnie nie jesteśmy już tak od nich zależni. Należy jednak pamiętać, że nie można tego odnieść do wszystkich, gdyż są wśród nas ludzie, których poczucie pewności zawsze jest bardzo nisko, niezależnie od wieku, warunków życia czy też innych zmiennych.
Trzeba pamiętać również o tym, iż poczucie pewności siebie to nie jest zmienna utrzymująca się ciągle na stałym poziomie. Jej wartość jest zależna od wielu czynników, między innymi zadania, przed jakim stoimy, naszego stanu zdrowia fizycznego i psychicznego, osób, z którymi obecnie przebywamy i innych.
Jak sobie radzić z niskim poczuciem własnej wartości?
Nie ma jednej właściwej odpowiedzi na to pytanie. To zależy od człowieka. Są ludzie, u których niskie poczucie pewności siebie jest związane z destrukcyjnymi schematami osobowościowymi i tu potrzebna jest terapia. Są osoby, których poziom poczucia własnej wartości waha się, ale nie jest bardzo niski, nie zaburza w dużym stopniu funkcjonowania lub pojawia się tylko w pewnych chwilach – wtedy można skorzystać z warsztatów psychologicznych lub z kilku spotkań z psychologiem w celu rozpoznania tych stanów, nazwania ich i pracy nad ich modyfikacją.
Jest też grupa osób, która dość dobrze radzi sobie w życiu codziennym, a poczucie pewności siebie obniża się tylko w odniesieniu do konkretnej, jednorazowej sytuacji, a potem wszystko wraca do stanu sprzed sytuacji trudnej.
[podaję za stroną: http://rozwoj-osobisty.pl]

  • Komunikacja interpersonalna

czyli porozumiewanie się dwóch lub więcej osób. Jest to czynność, która towarzyszy nam w prawie każdej sferze życia zarówno w pracy, w życiu osobistym i rodzinnym. Mówiąc, rozmawiając czy też przekazując informację mamy podobny cel, czyli chcemy być usłyszani, zrozumiani i spotkać się z reakcją z drugiej strony (gest, odpowiedź, informacja zwrotna). Podobne oczekiwania ma nasz rozmówca. Tym samym doskonaląc naszą umiejętność komunikowania się sprawiamy, że nasze porozumiewanie się z innymi jest bardziej efektywne i skuteczne a nasze relacje z innymi zaczynają mieć inną jakość, która jest oparta na zrozumieniu, otwartości i autentyczności.
Nieefektywna komunikacja sprawia, że:
czujesz się niezrozumiany „On/ona mnie nie rozumie …”; „On/ona mnie słucha…”;
masz poczucie, że inni nie zwracają na Ciebie uwagi lub nie interesują się Tobą „nikt nie jest zainteresowany tym, co mówię, myślę, zawsze mnie ignorują”
czujesz się oceniany „Ona/on mnie krytykuje …”;
masz wrażenie, że mówisz w „innym języku” „już nie wiem, jak mam się do Ciebie zwracać, żebyś zrozumiał/a …”
po spotkaniu czy rozmowie pozostajesz z negatywnymi uczuciami: smutkiem, złością, żalem, poczuciem winy;
ranimy siebie nawzajem np. oceniając siebie, negując czyjeś opinie, przekonania czy uczucia;
interpretujesz to, co inni mówią;
czytasz w myślach i uczuciach innych, „ona/on zapewne miał na myśli to i to …”; „czyżby chciał/a powiedzieć, że …”
W trakcie naszych warsztatów i treningów chcemy zapoznać Was zarówno z fundamentem technik efektywnej komunikacji, ale też przyjrzeć się osobistym barierom komunikacyjnym.
Podstawy komunikacji to umiejętność:
formułowania komunikatów, dzięki, którym wyrazisz swoje zdanie, opinie, ocenę czy uczucia bez oceny innych;
porozumiewania się w sposób, w jaki wyrażasz uczucia i emocje ale nie prowadząc do konfliktów czy kłótni;
mówienia o swoich oczekiwaniach i potrzebach;
prowadząca do zmiany w relacjach z innymi;
przekazywania klarownie i efektywnie tego, co myślisz a także upewniania się jak zostałeś/aś zrozumiany;
budowania relacji otwartej, w której pytasz i upewniasz się czy dobrze zrozumiałeś, co ktoś miał na myśli, a przede wszystkim „rozszyfrowywaniem” czyjś aluzji w bezpośredniej konfrontacji zamiast we własnej wyobraźni;
zachowania spójności w komunikacji werbalnej i niewerbalnej;
rozpoznawania manipulacji, prób nacisku emocjonalnego.
Poznanie własnych barier komunikacji pozwala nam dowiedzieć się:
jak słyszysz inne osoby np. czy często zdarza Ci się, że w czyjeś wypowiedzi odczytujesz ocenę, choć ktoś twierdzi, że wcale tak nie jest;
jakie budujesz relacje z innymi, czyli oparte na partnerstwie, uległe czy inne?
co Tobie utrudnia kontakt z innymi (porozumiewanie się, wyrażanie własnych poglądów, opinii) a co innym może utrudniać bycie w relacji z Tobą;
jaki masz obraz siebie samego w relacji z innymi i w jaki sposób wpływa to na komunikowanie się;
czy w rozmowie ujawniasz siebie czy ukrywasz za różnymi „maskami”?
czy interpretujesz czyjąś wypowiedź a jeśli tak to czy np. dopisujesz swój scenariusz i jak to wpływa na dalsze kształtowanie się relacji z innymi;
co sprawia, że jest Ci trudno wejść w relację z innymi osobami;

Warsztat z komunikacji jest również bardzo dobrym fundamentem warsztatowym do odbycia warsztatu i/lub treningu asertywności.
[podaję za stroną: http://rozwoj-osobisty.pl]

  • ASERTYWNOŚĆ

Asertywność to umiejętność wyrażania własnych uczuć, opinii i potrzeb bez naruszania praw innych ludzi. Świadomość własnych praw, którą daje nam postawa asertywna pozwala nam dbać o własną przestrzeń i budować relacje z innymi ludźmi oparte na partnerstwie, szacunku i poszanowaniu wzajemnym uczuć i poglądów.
Wiele osób sprowadza zachowania asertywne do zachowań egoistycznych lub do mówienia „Nie”, dlatego w opisie treningu chcemy przybliżyć, czym jest asertywność i w jaki sposób może ona zmienić nasze relacje z innymi ludźmi.
Czym jest asertywność? To przede wszystkim:
umiejętność wyrażania opinii, krytyki, potrzeb, życzeń,
umiejętność odmawiania w sposób nieuległy i nieraniący innych,
umiejętność przyjmowania krytyki, ocen i pochwał,
autentyczność,
elastyczność zachowania,
świadomość siebie (wad, zalet, opinii),
wrażliwość na innych ludzi,
stanowczość.
W relacji z innymi ludźmi osoba posiadająca postawę asertywną:
potrafi kontrolować własne emocje, co oznacza, że wyraża uczucia bez oceniania, atakowania drugiej osoby;
nie ulega manipulacjom innych osób, szantażom emocjonalnym ani innym próbom wpływu emocjonalnego;
przyjmuje krytykę i opinię;
nie odczuwa lęku, poczucia winy, które paraliżują jej zachowanie i powodują, że przyjmuje postawę uległą lub agresywną;
potrafi prosić i wyrażać życzenia bez poczucia winy;
szanuje prawa, poglądy i uczucia innych nawet jeśli są one inne niż moje;
realizuje założone przez siebie cele, chroni własne prawo do poglądów i uczuć pomimo nacisków innych osób i z uwzględnieniem praw innych;
wyraża poprzez komunikowanie własnych uczuć i z poszanowaniem innych jak chce być traktowana przez nich; często bowiem inni nie wiedzą co czujemy i co myślimy i w efekcie domyślają się, zgadują lub przyjmują, że zgadzamy się z ich zachowaniem wobec nas;
ma poczucie, że jest partnerem dla drugiej osoby i uznaje siebie za tak samo ważnego jak on;
potrafi egzekwować swoje prawa i chronić je;
W relacji z samym sobą osoba asertywna:
posiada adekwatny do rzeczywistości obraz własnej osoby;
posiada umiejętność stawiania sobie konkretnych i realistycznych celów, dzięki świadomości własnych słabych i mocnych stron i własnych ograniczeń i kompetencji; w efekcie podejmuje działania, które są w zasięgu jego możliwości a tym samym doświadcza częściej uczucia satysfakcji niż rozczarowania wynikającego z braku realizacji założonych celów;
akceptuje siebie;
jest świadomy własnych ograniczeń i akceptuje je;
daje sobie prawo do popełniania błędów;
[podaję za stroną: http://rozwoj-osobisty.pl]

  • Medytacja,
    która nie jest uwartościowana polega na obserwacji tego, co pojawia się w nas i naokoło nas (obrazy - kolorowe i czarno-białe, dźwięki, odczucia z ciała powiązane z pojawiającymi się uczuciami, myśli w słowach, produkowane przez umysł historyjki) i nieocenianiu tego grochu z kapustą, tego pomieszania, które w nas jest. NIE należy zatrzymywać się na żadnym z powyższych elementów, obserwować, jak powstają, z czego powstają, jak trwają, zmieniają się i zanikają bez przywiązywania się do tego. By tego typu medytacja była skuteczna, optymalna może być wykonywana we względnej ciszy, w stale odnawianym relaksie, rozluźnianiu całego ciała, po kolei jego części, w pozycji siedzącej, bez oparcia by nie tworzyć zbytniego napięcia lub zbytniego rozluźnienia mięśni, co owocuje sennością. Oczy powinny być otwarte, oddech taki, jaki jest bez ingerowania w jego strukturę, niech dzieje się sam, jak jest. Nie jest polecana dla osób w ewidentnej depresji lub bardzo obniżonym nastroju. Czas trwania to ok. 20 minut kilka razy w tygodniu, najlepiej rano lub wieczorem. To taki sposób poznania siebie kim się jest bez przywiązywania się do wyobrażeń o sobie w tę, czy inną stronę. Powodzenia.
  • CZYM JEST PSYCHOTERAPIA - http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychoterapia
      • "Osobowość kultowa - a normalna : podwójna osobowość, nawiązanie kontaktu z podwójna osobowością".
        • Dla osób uzależnionych od sekty, jej przekonań, wartości, obowiązujących zachowań lub też osób o tzw. współuzależnionej osobowości jest ważne,
          aby znaleźć i wytworzyć warunki swojego pobytu w danej grupie religijnej i tak ją zmieniać, aby tworzyła środowisko korzystne do realizacji
          osobowości współuzależnionej lub uzależnionej. Taką osobowość można określić mianem osoby kultowej w przeciwieństwie do osoby o zdrowej osobowości, rdzennej. U sekciarza jest ona zagubiona lub zdeformowana przez doznane traumy w środowisku rodzinnym, szkolnym, pracowniczym, religijnym, społecznym.

          Osoby tego typu rezonują z tymi aspektami związku wyznaniowego, które im odpowiadają i mogą służyć eksploracji, która może się nasilać bądź
          pozostać na pewnym poziomie funkcjonowania. Działania takich osób są w części świadome a w części nieświadome. Eksploracja takich obszarów zgodnych z warunkami do własnego dobrego funkcjonowania osiąga czasem poziom fanatyzmu, starannie lub nie ukrywanego, przy zaniedbywaniu swoich obowiązków i nie wypełnianiu oczekiwań innych członków grupy religijnej wynikających z odczuwanych przez nich uczuć. Krótko mówiąc osoba o sekciarskim nastawieniu nie liczy się z uczuciami współwyznawców i ze swoimi własnymi.

          Warunki konieczne by zaistnieć w takiej roli to:
          brak podstawowych umiejętności rozpoznawania uczuć, ich nazywania, wyrażania oraz w konsekwencji brak empatii, czy chwilowego utożsamienia z osobami z grupy religijnej w tym zakresie.
          Empatia nie jest możliwa dla takich osób ponieważ nie mają one nawet dostatecznego wglądu w siebie w zakresie wymienionych uczuć a także są mało
          świadome części własnych planów, zachcianek, słabości i nie realizują ich w pewnym zakresie. Zakres ten jest określony przez zablokowanie kontaktu
          ze sobą samym w ramach tzw. współuzależnienia. Wyraża się to takimi zdaniami jak : każdy odpowiada za siebie, tylko on może to zmienić itp.
          Ważne jest by zdać sobie sprawę iż współzależność w grupie religijnej powinna być iloczynem cech poszczególnych osób, nie ich sumą, nie ilorazem
          i nie jednością. Nie może być też tak by kontakt z innym wyznawcą był wyznaczony sztywnym murem, brakiem dostępu emocjonalnego-psychicznego.

          Co czujemy będąc w kontakcie z takimi osobami:
          -pewien niepokój, który nie mija
          -zimno, nieczułość na nasze emocje, mimo sprawności w mowie, piśmie, działaniach
          -mamy przeczucie, że ktoś coś ukrywa, choć nie jest wiadomo co to jest lub też kreuje się na kogoś kim nie jest.
          Oczywiście wymienione sfery stanowią kontinuum, tak więc wszyscy możemy uznać się za współuzależnionych w jakimś procencie i nie da się precyzyjnie określić jaki procent naszych dysfunkcji spowoduje destrukcyjne dla nas samych i innych rodzaje zachowań, jak np. :
          -rozmowy dyscyplinujące pozbawione współczucia, prowadzone twardym głosem, w czasie dowolnie wybranym przez napastnika, a więc też w czasie nie
          zdeterminowanym przez jego rolę w danej sprawie w grupie religijnej,
          -unikanie odpowiedzi na pytania, pokrętne odpowiedzi mimo prób dopytania lub też dysproporcje w wypowiedzi
          -zawyżanie poziomu władzy oraz dysponowanie innymi
          -manipulacja polegająca na używaniu postaw ciała, mowy upodabniającej się do uznanych autorytetów, czy zachowań mających wskazywać na
          kompetencje które rości sobie agresor - sekciarz
          -pomijanie ludzi w podejmowaniu decyzji zamiast uzgodnień i trudu kompromisu
          -bezwzględność traktowania innych pod płaszczykiem wielkiego współczucia, czy zachowania ciszy lub odpowiednich strojów, zachowań w zadanej
          sytuacji

          Jakie mamy wrażenia:
          W czasie nawiązywania kontaktów i rozmów w dłuższym okresie czasu lub przy rozmowie pierwszej istnieje wrażenie nieprzekraczalnego muru, granic z betonu, których pod żadnym pozorem nie można przekroczyć.Może to być przez nas odbierane jako zimny opanowany sposób bycia takiej osoby, która wyjątkowo rzadko śmieje się i okazuje słabości, jest natomiast zazwyczaj sprawna intelektualnie. Istnienie takiego muru, indukowanego przez osobą uzależnioną lub współuzależnioną jest jej domniemaną ochroną przed kontaktem z własnymi odczuciami płynącymi z ciała: uczuciami oraz wrażeniami cielesnymi. Jest to pewna tępota emocjonalna. I wyraża się ona w projektowaniu tego nieuświadomionego stanu na innych.
          Osoba uzależniona, współuzależniona (sekciarz) jest pełna tajonej wrogości, przywdziewa maskę obojętności i tłumi uczucia, jest sztywna. Dość często
          sprawia wrażenie pracowitego, zaangażowanego, cichego robota.
          Mamy dojmujące wrażenie podwójnej osobowości, jeśli wiemy, że jest to możliwe i wrażenie iż człowiek taki jest małomówny, niekontaktowy, nie chcący wypowiadać się o sobie a łatwo wydaje polecenia lub je wykonuje biorąc na siebie często duże zadania. Sekciarz nie używa słów oznaczających jego
          uczucia, omijając je bardzo starannie, ponieważ nie ma często pojęcia o ich odczuwaniu lub też po prostu nie odczuwa ich, co wskazuje na
          psychopatyczny charakter choćby części takich zachowań.

          +++

          Jak pisałem wcześniej wielu ludzi odczuwa spory dyskomfort w czasie rozmów, bądź działań z osobą o osobowości kultowej, gdyż brak w niej oddechu, swobody i nieskrępowanego wyrażania uczuć , czy potrzeb. Nie oznacza to oczywiście, by co minutę dawać znać o pojawiającym się w nas takich czy innych uczuciach i by taką osobę skreślać z listy swoich znajomych, gdyż wszyscy się zmieniamy, a co łatwiejsze możemy zmienić konkretne zachowanie, jeśli tylko tego ktoś sobie życzy.

          Komunikaty:
          Dobrze/źle się czuję itp
          Czuję się jak zbity pies itp
          Czuję się fatalnie itp
          Czuję że mój czas nadchodzi, czas by coś zrobić itp
          Czuję, że jesteś taki, owaki, siaki itp

          .........NIE SĄ i nigdy nie były komunikatami o naszych uczuciach.

          Są to typowe blokady uniemożliwiające dostęp do uczuć i choć są powszechne w użyciu nie dają żadnej szansy na zdrową bliskość oraz prawdziwą pomoc między ludźmi, co jest przecież kanonem współżycia w grupie religijnej, rodzinnej, przyjacielskiej, terapeutycznej a nawet częściowo koleżeńskiej. Z pewnością nie jest to kanon postępowania w grupach pracowniczych związanych z zawodami technicznymi, finansowymi, policyjnymi, związanymi z akceptowaną społecznie przemocą i in. Być może w związku z tym niektórym osobom pracującym w takich grupach zawodowych jest nieco trudniej chronić swoją wewnętrzną wrażliwość na siebie i drugiego człowieka, ale to tylko przypuszczenie z moich życiowych obserwacji.
          Elementy okazywania uczuć są natomiast wymagane i pożądane w grupach, gdzie idzie o dobro człowieka pozostającego w związkach w danej grupie, nakierowane poza wykonywanie czysto technicznych czynności; czynności, które są tylko środkiem do celów. Są to grupy, pedagogiczne, szkolne, nauczycielskie, religijne, kształcące i zmieniające osobowość.
          Czym więc są uczucia? Z pewnością nie mam na myśli zlepku, czy strumieni przelewających się przez nas w ciągu dnia doznań, które na co dzień nazywamy emocjami...A jak to jest ważne rozróżnienie to przecież, zwłaszcza buddyści, mogą docenić, by wiedzieć, jak unikać przysłowiowych trzech trucizn i ich pochodnych, czy to podanych w formie wskazań, (np. paramit) - w zakresie w jakim uczą nas o tym uprawnieni mniej lub bardziej odpowiedni dla nas samych, nauczyciele buddyjscy lub kaznodzieje. Należy przy tym koniecznie zastrzec, że nasze rozpoznania nie mogą opierać się wyłącznie na rozpoznawaniu słów oznaczających uczucia, gdyż jeśli nie są one wypełnione treścią rzeczywiście przeżywanych uczuć nie są żadną miarą naszego stanu emocjonalnego i naszej zdolności do współodczuwania z innymi odczuwającymi istotami. By robić coś dla innych istot zgodnie ze swoimi możliwościami jest absolutnie konieczne wychodzenie ze swoich skorup i bieżące współodczuwanie - utożsamianie, jeśli pozostajemy w mniej lub bardziej mocnych skorupach tzw "ja" na co dzień.

          Wyróżniamy następujące podstawowe uczucia /nieco przykładów/:

          strach (naturalny i wyuczony)
          panika, odmienne od niej przerażenie
          złość
          gniew
          nienawiść
          zazdrość
          zawiść
          smutek
          rozpacz
          irytacja
          stan białej gorączki
          zaciekawienie, ciekawość
          miłość różnych rodzajów i do różnych podmiotów a nawet przedmiotów /miłość w żadnym wypadku nie jest zobowiązaniem/
          radość
          przyjaźń w znaczeniu uczucia
          entuzjazm
          zadowolenie
          szczęście!!!
          błogość
          ekstaza
          oraz kilka innych.

          /istnieją książki wymieniające około 200-300 uczuć, lecz uważam, że niektóre z nich nie są po prostu uczuciami, lecz stanami, wrażeniami, potrzebami a nawet zachciankami lub innymi właściwościami umysłów/

          Jeśli nie używamy tych uczuć jako rozpoznawalnych na co dzień właściwości umysłu powodujemy powstawanie w sobie rozdwojenia (na osobowość rdzenną i powiedzmy sekciarską - w ramach grupy religijnej lub sztywną zamkniętą w różnego rodzaju ramy lub....a w efekcie powodujemy brak kontaktu ze sobą i innymi przez zaciemnienie co do siebie samego. Nie wchodzę tu w rozważania na ile byliśmy już pozbawieniu umiejętności rozróżniania, wyrażania, czy rozpoznawania uczuć własnych w związku z nasza sytuacją wychowawczą czy psychologiczną i przeżyciami. Najważniejsze jest uczciwe przyglądnięcie się sobie na ile rozpoznajemy te uczucia w sobie i czy są to tylko puste znane słowa.

          W grupach religijnych nastawionych na osiąganie celów jest możliwe dryfowanie ku intelektualnym lub sekciarskim nastawieniom, bardzo utylitarnym wobec drugiego człowieka tylko wtedy, gdy ludzie nie komunikują się na poziomie uczuć. Łatwo też wyobrazić sobie sytauację, że dana grupa opiera swoje relacje prawie wyłącznie o uczucia. W tej skrajności mamy do czynienia z ruchami ekstatycznymi czy mistycznymi, co jak widać jest możliwe, gdy rozglądniemy się dookoła po mapie rozmaitych odmian chrześcijaństwa lub innych religii, gdzie brakuje zachowania zbyt wielu elementów zdrowego rozsądku i wiedzy płynącej z poznawania siebie. W gruncie rzeczy napisałem tu o problemie tzw. skrajnego introwertyzmu, który zasadza się na rezygnacji i przyzwyczajenie do nieokazywania wnętrza, co może mieć sensowne przesłanki po pobycie w sekcie ale na dalszą metę stanowi barierę w nabywaniu umiejętności bycia ze sobą i innymi w żywym kontakcie. Nie mam oczywiście na myśli, że danego dnia nie chce się komuś gadać albo słuchać, to norma i trzeba to jasno mówić nie wymigując się od następnych kontaktów.

          Moim zdaniem, żadne poważne przedsięwzięcie, które ma przetrwać okres naszego życia nie może pomijać elementu komunikowania swoich uczuć i stawiać wyłącznie na komunikację potrzeb, czy celów lub opierać się głównie o intelektualne rozważania, tym bardziej dlatego, że owe rozważania filozoficzno-religijne są i będą w większej części niedostępne wielu osobom w danej grupie religijnej przez długi okres czasu. Nie powinniśmy sobie wycinać tej rzeczywistości tak mocno określanej przez reakcje ciała, jeśli nasze ciało nie zesztywniało ze strachu, bólu itd.

          Uczucia to jest to, co bardzo mocno wiąże ludzi - nawet jeśli dzięki uczuciom stają się rozdzieleni, podzieleni, i jest to najbardziej bliska skórze rzeczywistość względna, jaka przynosi korzyść w stowarzyszaniu się i realizacji nawet bardzo poważnych celów.
          Nawet w trendach kształcenia menagerów i pracowników od wielu lat w różnych zawodach uczelnie i instruktorzy kładą na to duży nacisk, tak by integrować członków danej firmy pod tym wyrażania swoich emocji. Emocji stanowiących budulec związków, choć niekoniecznie trwałych a przez to budulec wspomagający realizację nawet dalekosiężnych celów sięgających wielu żywotów :).
          Jeśli nie używamy emocji to one zamierają i pozbawiamy się mocy oraz stajemy się zimnymi ludźmi o pełnych zawiści dążeniach nakierowanych na tzw. własne interesy. Skutkuje to tworzeniem pozoranckich działań pod płaszczem wspaniałych haseł z górnych półek ideologii religijnych, moralnych, ludzkich. Dosłownie bardziej pustych niż pełnych.
          Oczywiście kontakt uczuciowy boli i wymaga podejmowania kompromisów, jeśli jednak to pominiemy będziemy mieli początkowo mniej problemów, ale tez będziemy natychmiast podejmować sekujące i sekciarskie działania wewnątrz każdej grupy w której się znajdziemy. Osoby, które uciekają od tego bólu wiążą się stalową liną z innymi i swoimi reakcjami przychodzącymi w niedostrzegalne nawyki właśnie przez wycofanie swojej miłości i otwartości na ból płynący z posiadanych naturalnych i wypracowanych oporów w sobie samym. Tak więc na różne sposoby unikamy spełniania cudzych życzeń twierdząc, że są one NIE TAKIE, jak być powinny....
          Jedynie kontakt z własnymi i cudzymi uczuciami pozwala te sfery oswoić i pozwala na ich uładzenie, ucieczka od nich to znane nam lgnięcie powodujące tylko jeszcze większe cierpienie. Jeśli znajdzie się osoba, które ocenia nasze uczucia to lepiej jej unikać, bo nakłada nam ona kaganiec zamiast pozwalać na zdrowe zbliżanie. Wystarczy po prost powiedzieć, że nie chce się dziś słuchać o cudzych uczuciach, jest to o wiele bardziej konstruktywne. Myślę, ze dobrze jest porozmawiać o tym ze swoimi Nauczycielami, kaznodziejami, psychologami po przebytej własnej terapii...bo da to szybsze i lepsze rezultaty niż wieloletni samodzielny wysiłek poznawania siebie na własną rękę.

          na koniec tego odcinka, haiku :

          unikanie czucia
          pozostawanie
          nienarodzonym trupem

          Zenon Dąbrowski

          • "WIELKIE ROZCZAROWANIE JEST WSPANIAŁE" - Esej o pewnej niechęci wobec pewnej mody i metody na rozstania.
            • Rozczarowanie o którym mowa w tytule nie jest wielkie dlatego, że boli, wręcz przeciwnie, jest jak niebo niebieskie i pogodne, prawie bezwietrzne a oddychać jest nam łatwo i przyjemnie. Wyzwala z więzienia własnych przekonań.
              Uświadomiłem sobie, że wielu moich kolegów (psychologów, pedagogów, terapeutów), ale też ludzie wszystkich innych zawodów, sprzedaje pomysły na szczęście oraz spokój w życiu zgodnie z oczekiwaniami społecznymi, by każdy mógł mieć zadowolenie i szczęście. Sprzedaje też jakieś techniki i warsztaty. Co nie oznacza, że tych technik w ogóle nie ma. I że warsztaty są niepotrzebne. Przydają się.
              Ludzie sprzedający recepty na zadowolenie nieszczęście i niepokoje nazywają kryzysami - pomniejszając ich znaczenie przez tę nazwę i także w mowie ciała, tonem głosu, zapewnieniami opartymi o ...doświadczenia. Rozumiem, że są to doświadczenia raczej z książki niż życia.
              Przypomina to postawę rodzica wobec niedojrzałego z natury dziecka , które rodzic pociesza, bo malec jeszcze dobrze nawet nie chodzi i ledwo mówi, uczucia są u niego labilne, jak łódka na oceanie, choć wrodzoną trzeźwość oraz przytomność ma zaraz obok. Przytomność umysłu i jego pogodę ma właściwie tak blisko, że nie ma przestrzeni między uczuciami i tym pogodnym umysłem.
              Czy my musimy wiecznie być takim dzieckiem i tak się traktować, jak dziecko? Czy wystarczający jest powód, by tak czynić skoro inni nas tak traktują? Dość protekcjonalnie, trzeba przyznać. Czy na pewno potrzebujemy takiego częstego, może codziennego pocieszenia? Otóż nie. Przydaje się ono tylko rzadko. I jest w porządku.
              Co więc jest nie tak w tej naszej kulturze współczesnej - naszych pomysłach, filmach, gazetach, telewizji - skoro tylu kłopotów wciąż doświadczamy ze sobą lub w związkach. Otóż jest ta mocna i wyraźna odrobina zakłamania, strach przed bólem, przed nieszczęściem, które urasta do wymiaru diabła lub demona we własnej głowie. Jak każda inna abstrakcja, wyobrażenie, idea. Jest też oczekiwanie, że jak się będzie odpowiednio żyło to nie będzie nieszczęścia. Otóż będzie, tak, czy owak. Należy do naszej natury życia i śmierci. I nie wystarczy go pomniejszać do tak zwanego kryzysu. Kryzys nie od razu powstaje przecież...zbiera się, jak letnia burza. Czyżby przed burzą było fajnie? Pamiętasz, jak to jest : kisić się w upale, lekkim niepokoju, pocić się i być sennym, etc. Słowem kryzys nie zaczarujemy świata i jego problemów w lepszy świat w przyszłości. Nie.
              Warto postawić sobie pytanie, co wynika z zakłamania, że tak pięknie będzie, jeśli tylko zrobi się co trzeba : zdrowo, zdecydowanie, zgodnie z regułami i uczuciami? Otóż na przykład wielu ludzi myśli, że jak pokocha kogo to nie będzie cierpieć, że jakieś kryzysy na parę lat przyjdą i to się rozwiąże. Najlepiej samo:). Ale tak nie jest.
              Inni myślą, że nic nie warto robić ani rozwiązywać tak zwanych kryzysów. Też się mylą.
              Dlaczego tak się dzieje?
              Bo ludzie cierpiąc w związku myślą, że z ich miłością jest coś nie tak. A jest wszystko w porządku:). Po prostu ona jest, jaka jest, zawsze nieco niedoskonała, ale jest. Dlaczego miałoby jej nie być? Ogromna większość z nas jest do niej zdolna, prócz tych, którzy nic nie czują, nie mają żadnych uczuć. Obok miłości jest oczywiście cierpienie, lecz nasza kultura i ludzkie oczekiwania tego nie biorą pod uwagę i natychmiast szukamy winnego. Taka moda... Winna jest kiepska miłość, kiepski partner, jego odmienności i kompromisy, bo są bolesne i trudne.
              A jak winna jest miłość to nie ma sensu być razem i lepiej poszukać sobie kogoś lepszego, mądrzejszego, bogatszego, mniej lub wcale niereligijnego, etc - zależnie od pragnień i aktualnej mody na dane dziesięciolecie. Albo zostać samemu wbrew swoim potrzebom i pragnieniom, albo wyciąć pragnienia, bo przynoszą kłopoty...
              No i rozwód gotowy, rozstanie też. Bo z inną/innym będzie lepiej, bo przecież ja nie umiem.
              Akurat.
              I tak oto tysiące par rozstają się co miesiąc. Płaczą i zgrzytają zębami, obwiniają nawzajem lub nie.
              Nie w umiejętności rzecz a w decyzji i wiedzy, że cierpienie, jest jak cień szczęścia. Bez szczęścia nie ma cierpienia i być nie może.
              A bajki o jakimś kamiennym spokoju można między...kamienie włożyć.
              Naprawdę tego cierpienia - w życiu koniecznego, jak woda i powietrze nie musimy zwalać na nasze dolegliwości, choroby, dysfunkcje, nieumiejętności, zaburzenia. One sobie, a cierpienie sobie, obok miłości i szczęścia oczywiście. I nie ma co uciekać do mysiej dziury w samotność długą i ciężką lub w tłum, by się zgubić.
              Jak więc już wiemy, że cierpienie i szczęście (pewną jego odmianą jest miłość) istnieją, jak dwie stopy w marszu oraz ja i odbicie w lustrze to możemy spokojnie pracować oraz kochać i nie zwalać winy na cokolwiek. Można dać sobie czas na rozmowy, na zmiany, pomoc przyjaciół, fachową radę i koniecznie pójść z problemem wiele razy na spacer. Dokładnie tak, jak wychodzi się z psem i pozwala mu się robić rzeczy, których sami nie lubimy robić.
              Czasem jednak warto się rozstać lub związać. Ale kiedy i dlaczego? Różnie to bywa. Nie warto jednak rozstawać się z wyżej wymienionych powodów. Można też być upartym. To się nazywa wolność od miłości.
              Nie ma żadnej drogi do szczęścia. To szczęście jest drogą a przynajmniej tak wiele na to wskazuje.
              Namawiam do wielkiego rozczarowania swoimi modnymi aktualnie pomysłami. To bywa wyzwalające
              z ...cierpienia właśnie. I jest za darmo.
              Zenon Dąbrowski

              • POLECAM KSIĄŻKĘ Pana Jerzego Besali : http://www.gandalf.com.pl/b/milosc-i-strach/
                • ROLA SUMIENIA
                • Istnieje sumienie ludzkie, narodu, grupy, rodziny, indywidualne. Jeśli naruszasz porządek któregoś z nich czujesz się winny, smutny, masz wrażenie wyobcowania, nawet, gdy to sumienie jest sprzeczne z zasadami harmonii i uczciwością. Np. jesteś uczciwy, gdy większość grupy kradnie, albo nie jesteś faszystą w faszystowskim kraju itp. Jeśli ktoś przypomni o naruszeniu któregoś z tych sumień może być... potraktowany jak agresor, choć nim nie jest. Chęć zachowania dobrego sumienia skłania do przypisania osobie szukającej harmonii cech agresora. Pojawia się więc wobec niego pretensja. Obrazuje to dobrze chińskie, taoistyczne przysłowie: "Na potrząsającego drzewem prawdy spadają kalumnie". Jeśli jednak widzi się rolę sumienia grupy, które pozwala czuć się komfortowo (konformistycznie) w grupie to nie protesuje się, gdy słyszy się wyrazy krytyki. Prostest zamienia się we wdzięczność.
                  Uczciwość i sumienie oraz harmonia życia to nie to samo ! Kim więc naprawdę jesteśmy skoro żyjemy nie raz i nie dwa w matrixie swoich przekonań? Głupcami zadowolonymi z siebie, ludźmi, którzy się wciąż mylą i trwają przy swoich błędach, a może jesteśmy szalonymi diabłami, które tak ciekawie wyglądają na obrazkach kościelnych i choć nie istnieją w jakichś innych światach - tych dostępnych zmysłami, sercem, rozumem to istnieją przecież. Paradoksalnie Matrix jest codziennością, rzeczywistością. Straszne? Normalne? Czyż nie warto się z tej rzeczywistości przebudzić? Zobaczyć kim się naprawdę jest... zobaczyć czym są relacje, związki, czym jest samotność i małżeństwo, jak zachowuje się ... po jakich koleinach biegną moje myśli, uczucia, wrażenia, osądy, brak osądów i ocen...